Zapadam się pod ziemię i z każdym krokiem jestem niżej w tej popapranej hierarchii społeczeństwa. Codziennie powstają we mnie nowe paranoje. W pogoni za własnym szczęściem gubię życie i wiem, że już tam nie wrócę. Nie mam marzeń i coraz częściej przyłapuję się na beznadziejnym wspominaniu, bo żyję przeszłością. Szukałam, znalazłam, starałam się, odeszło. Znikło. Starając się o Niego straciłam wszystkich innych, bo liczył się 'tylko On'. Teraz załuję i nie potrafię wpasować swojego kształtu w otoczenie. Moje absurdalne stany depresyjne. Życie mi ucieka, a ja nawet nie staram się tego powstrzymać. Co ja robię? Pytanie, na które nikt nie zna odpowiedzi, a mimo to starają się mnie pocieszyć, przytulić. Wolę być sama, wiesz? Wiem, że jestem najgorsza, widzę siebie taką w swoich oczach. Nie mogę znieść swojego odbicia w lustrze, tak jak nie mogę znieść nietolerancyjnych ludzi. Nie dziwię Ci się, że mnie nie potrzebujesz, bo jestem bezużyteczna. W swojej samolubności cholernia samotność doskwiera ze zdwojoną siła. A te święta wcale nie będą takie 'radosne, szczęśliwe i pogodne'. Atmosfera świąt rozpoczynająca się w październiku nie ma już takiej urody. Tak samo jak ja. Przesłuchane do porzygu, oklepane pioseneczki plus nieszczere życzenia. Mamy ten swój XXI wiek który, nie oszukujmy się, jest beznadziejny. Już nie ma sensu wybieganie w przyszłość, bo w dobie tak rozwiniętych zdolności ludzkich nawet jutro możesz umrzeć. Zmieniamy się, ale nie jestem pewna czy na lepsze. Nie jesteśmy już sobą, tylko oddziałem klonów chodzących po tym samym świecie na tych samych zasadach. Absurd tych sytuacji jest powalający, aż śmieszny. Powodzenia, dla mnie i dla Was. Nie widzę sensu swojego istnienia i nie potrafię odbijać się z dna. Wymyka mi się wszystko, na co tak długo pracowałam. Uczucie pustki wypełnia każdy zakamarek mojego ciała, a ja pragnę kogoś. Już nie Jego. Kogoś, kto będzie mój. Dawno nie byłam szczęśliwa. Codzienność. Może czeka na mnie, tak jak ja czekam. Rozmazuję się. Chcę. Życie jest krótkie, a ja nie potrafię czerpać z niego pełnymi garściami. Wypełniam je skórkami od pomarańczy skutecznie imitując radość. Taka mała, taka zgrabna, taka ostra - moja najlepsza przyjaciółka - żyletka. Nie. Już nie chcę. Boli bardziej już. Ból nie oczyszcza mnie. Nie. Skończyło się jedyne wyzwolenie. Nie sprawia przyjemności. Jak to? Nie boli mnie... Dlaczego? Nie wiem. To było moje od zawsze. Teraz zrobiło się tak cholernie popularne.. Wszyscy na około mają tylko szramy na rękach. Nie rozumiem tego. To nie mój świat. Ja nie chcę takiego świata. Tak bardzo nie chcę...