Nie wierzę w przeznaczenie. To nie ma sensu. Przecież to nie istnieje. Nie mamy drogi wyznaczonej przez kogoś tam na górze. Sami musimy przecierać szlaki i starać się o to, co w życiu najważniejsze. Nikt tego za nas nie zrobi. Musimy istnieć, musimy żyć. To jest bardzo trudne, ale zależy tylko od nas. Nie bądźmy tchórzami. Każdy z nas znajdzie kiedyś swoje powołanie, ale musi się postarać. życie jest krótkie, a ja i tak już za dużo z niego zmarnowałam. Nie ma po co rezygnować z przyjemności, jesteśmy młodzi, mamy jeszcze wszystko przed sobą. Nie zawracajmy sobie głowy przelotnymi miłościami. Staram się zmienić, wiem że to pewnie tylko tak na chwilę. Ale jeśli ja teraz w to wierze, może wy uwierzycie na dłużej. Nie wiem czemu tak wszystko teraz odbieram inaczej. Jedna rozmowa, jedno małe 'tęsknię'... nawet nie wiem czy do mnie. Staram się wszystko sobie poukładać. Spróbujcie, to nie taki głupi pomysł. Nie wiem czy to ma sens, ale wstaję o siódmej i staram wydłużyć sobie dzień. Może nie zawsze wszytko jest po mojej myśli, ale ważne, że tego chcę. A bardzo chcę się zmienić i wiem, że Wy w głębi serca też. To nie samotność powinna budować w nas domy, to nie strach powinien budować mosty. Trzymajmy się za ręce, bliskość jest cudowna. Może to wydaje się absurdalne, tak może się wydawać. Może nie wierzycie w tak szybką moją zmianę. Ja tak czasami mam, budzę się i wiem, że teraz będzie lepiej. Może za jakiś czas coś mnie załamie, coś podetnie mi skrzydła. Ale wiedzcie, że to nie jest okres przejściowy, taka jestem, tylko gdzieś głębko w środku sprytnie to ukrywam.
Kiedy pośród miliona ludzi człowiek wciąż czuje się samotny - szuka miejsc, w których może nareszcie być sobą.
and what if...?
czwartek, 29 grudnia 2011
czwartek, 22 grudnia 2011
moje stany depresyjne
Zapadam się pod ziemię i z każdym krokiem jestem niżej w tej popapranej hierarchii społeczeństwa. Codziennie powstają we mnie nowe paranoje. W pogoni za własnym szczęściem gubię życie i wiem, że już tam nie wrócę. Nie mam marzeń i coraz częściej przyłapuję się na beznadziejnym wspominaniu, bo żyję przeszłością. Szukałam, znalazłam, starałam się, odeszło. Znikło. Starając się o Niego straciłam wszystkich innych, bo liczył się 'tylko On'. Teraz załuję i nie potrafię wpasować swojego kształtu w otoczenie. Moje absurdalne stany depresyjne. Życie mi ucieka, a ja nawet nie staram się tego powstrzymać. Co ja robię? Pytanie, na które nikt nie zna odpowiedzi, a mimo to starają się mnie pocieszyć, przytulić. Wolę być sama, wiesz? Wiem, że jestem najgorsza, widzę siebie taką w swoich oczach. Nie mogę znieść swojego odbicia w lustrze, tak jak nie mogę znieść nietolerancyjnych ludzi. Nie dziwię Ci się, że mnie nie potrzebujesz, bo jestem bezużyteczna. W swojej samolubności cholernia samotność doskwiera ze zdwojoną siła. A te święta wcale nie będą takie 'radosne, szczęśliwe i pogodne'. Atmosfera świąt rozpoczynająca się w październiku nie ma już takiej urody. Tak samo jak ja. Przesłuchane do porzygu, oklepane pioseneczki plus nieszczere życzenia. Mamy ten swój XXI wiek który, nie oszukujmy się, jest beznadziejny. Już nie ma sensu wybieganie w przyszłość, bo w dobie tak rozwiniętych zdolności ludzkich nawet jutro możesz umrzeć. Zmieniamy się, ale nie jestem pewna czy na lepsze. Nie jesteśmy już sobą, tylko oddziałem klonów chodzących po tym samym świecie na tych samych zasadach. Absurd tych sytuacji jest powalający, aż śmieszny. Powodzenia, dla mnie i dla Was. Nie widzę sensu swojego istnienia i nie potrafię odbijać się z dna. Wymyka mi się wszystko, na co tak długo pracowałam. Uczucie pustki wypełnia każdy zakamarek mojego ciała, a ja pragnę kogoś. Już nie Jego. Kogoś, kto będzie mój. Dawno nie byłam szczęśliwa. Codzienność. Może czeka na mnie, tak jak ja czekam. Rozmazuję się. Chcę. Życie jest krótkie, a ja nie potrafię czerpać z niego pełnymi garściami. Wypełniam je skórkami od pomarańczy skutecznie imitując radość. Taka mała, taka zgrabna, taka ostra - moja najlepsza przyjaciółka - żyletka. Nie. Już nie chcę. Boli bardziej już. Ból nie oczyszcza mnie. Nie. Skończyło się jedyne wyzwolenie. Nie sprawia przyjemności. Jak to? Nie boli mnie... Dlaczego? Nie wiem. To było moje od zawsze. Teraz zrobiło się tak cholernie popularne.. Wszyscy na około mają tylko szramy na rękach. Nie rozumiem tego. To nie mój świat. Ja nie chcę takiego świata. Tak bardzo nie chcę...
poniedziałek, 5 grudnia 2011
absurd
Przemijam. Moja historia powoli dobiega końca, a ja znowu przeżywam jakies błahe rozstanie. Mój światopogląd zmienia sie diametralnie, nie wiem kto jest kim. Nigdy nie miałam uczucia strachu, czy lęku. Teraz nawet boje sie bać bólu, boje się swoich przyjaciół. Przecież ja nie mam przyjaciół. W tym potoku bezbarwnych dekoracji, staram się chwycić czegoś, co nie pozwoli mi zupełnie sie pogrążyć. Uciekam do środka siebie, bo nie wiem już kim jestem, skąd pochodzę. Gubię się w labiryntach ludzkiej podświadomości i gdyby nie to, że pragnę zobaczyc Cię znów dawno już by mnie tu nie było. Dziwię się sobie, jak mogę być taka słaba. Kropla po kropli topi sie we mnie poczucie pweności siebie czy wiary w świat. Przyciągam niewidzialnym magnesem ludzi, którzy wiedzą co znaczy ból. Tylko, że oni są odważniejsi. Głębokie rany, czy wypalone dziury na nadgarstku - zobaczyłam to u niego na ręce i od tego momentu nie moge się mu oprzeć. Sama MUSZĘ tego spróbować. Pragnę tego. Szkoda, że jest tak niedostepne. Ostatnio wszystko przekształca się w nic. Myśli samobójcze od jakiegoś czasu krążą po mojej głowie i są coraz wyjaźniejsze. Tracę ludzi dookoła siebie, bo odpycham ich ze zdwojoną stanowczością. Kłócę się, bo przecież to tak bezduszne istoty. Płaczę po nocach, bo nagle uświadamiam sobie, że jestem cholernie samotna. Nie mam nikogo, do kogo mogłabym się przytulić i cholernie tęsknię za normalnym życiem.
ta sama inna Akness, a w głośnikach: Delirium - Żyletka
Subskrybuj:
Posty (Atom)