Witam w moim nowym starym świecie. Szczęśliwej mnie z nieświadomymi mojego bólu ludźmi dookoła. Znowu popadam w ten paranoidalny stan szczęśliwości przepełnionej zmęczeniem i nienawiścią do samej siebie. Idę po ulicy ciesząc się życiem, zatapiam się w rzeczywistości jak nóż w skórze. Znowu coś poczułam, daję sobie świadomość istnienia i patrzenia czysto na świat. Znowu otwieram nowy rozdział w swoim życiu, tylko nie wiem czy to nie będzie powrót do przeszłości. Czuję spełnienie, ale też i strach i wierzę, że jakoś dam sobie radę. Jakoś. Nie chcę się dzielić swoimi przeżyciami z ludźmi, którym na mnie nie zależy. Nie znajduję zrozumienia i znowu muszę sama uporać się z moim umysłem i poglądem na nieciekawą przyszłość. Manipuluję sobą i oceną o mnie. Staram się wyjść wszystkiemu naprzeciw i zmierzyć się z tym niepodzielnym zatraceniem. Jestem tutaj sama i taka już zawsze będę, bo kto by pokochał dziewczynę ze szramami? Nie znajdę tutaj wspólnej duszy, bo jestem całością. Pokruszonym, ale całym człowiekiem. Nie ma na świecie osoby która zrozumiałaby moje przyzwyczajenia i paranoje. Głośny śmiech, potok słów, cichy krzyk rozpaczy. Zostanę parodią samej siebie popełniając znowu te same błędy, wracając do ludzi, którzy mnie ranią i brnąć przez sytuacje mocno zakrapiane krwią i łzami. Taka właśnie jestem. Powtarzalna. Dużo rozmyślam o przeszłości, nie myślę o przyszłości. Powinnam? Kocham swoje wspomnienia, bo były jedyną szczęśliwą chwilą w moim beznadziejnie nudnym życiu. Chcę do nich wrócić, chcę tam być. Chcę wierzyć, że to wszystko prawda, chociaż znam koniec tego dramatu. Nie można czytać dwa razy tej samej książki oczekując innego zakończenia. Ja to wiem, a i tak dalej w to uparcie brnę. Bo Ciebie beznadziejne kocham, zawsze będę. Nie możemy łzami wyczyścić całego tego beznadziejnego bólu. Nie mogę zaprzeczyć swoim łzom, bo wiem, że już je wypłakałam i wypłaczę po raz kolejny. Każdej nocy zastanawiam się, czemu popełniam te wszystkie błędy, wciąż te same. Myślę o Tobie, o nas. To są złe sny. Bo rano budzę się, że świadomością, że tego już nie ma, że muszę wyjść z domu, zmierzyć się z kolejnym dniem pustej rzeczywistości, gdzie nikt nie zwraca na mnie uwagi.