Tak, znowu jest źle. Gubię się w swojej podświadomości, nie wiem czego ona ode mnie chce! Trzymałeś kiedyś piasek w dłoni? Gdy zaciśniesz pięść piasek się wysypie. Jednak gdy zostawisz otwartą rękę - nie wypadnie nawet ziarenko. Nie trzymaj piasku zaciśniętego, nie staraj się ratować tego, co i tak nie ma sensu. Puść go wolno. Chociaż nie wiem jak by bolało, ile czasu przez to zmarnujesz. Wiedz, że nie wróci, oswój się z tą myślą. Niech Cie zabije. Mnie zabija. Nie chcę zostać na dnie. Nie chcę być wrakiem statku, chociaż nabieram już wody - tonę. Zanikam w tłumie, odpływam w czeluści nieznanej dla mnie jeszcze otchłani. Boli. Jak łatwo kogoś stracić. Powiesz coś czego nie chciałeś. Licz się z tym, że to będzie pierwszy krok, który jest jednocześnie końcem. Końcem czegoś co miało być piękne. Śmieję się. Czasami, gdy już jest tak kompletnie źle siadam i zaczynam się panicznie, nerwowo śmiać. Odchodzę. Tak, wiem. Okłamuje Ciebie, okłamuję siebie. Przepraszam. Coraz częściej rozważam, co jest warte me życie. Ciągnie mnie - odwagi! Wyciągnij rękę, zaciśnij dłoń. Do roboty. A kiedy skończyć? Gdy łez będzie więcej niż krwi, gdy poczujesz wyzwolenie. Nie. Nie tnij się. W tym nierealnym związku to moja rola. Tak łatwa. Tak beznadziejna, tak marna. Kłam, nie to też mój przydział. Oszukuję Was, a wcale tego nie chcę. Tak wyszło. Już wiem, że będę sama, że jeśli nie zbiorę się w sobie spłynę jak łza po policzku i utonę w tkaninie, z której zrobiona jest Twoja koszula. To ja, poznaj osobę, która nie potrafi się uwolnić od smutku. 'Chodź utaj' NIE! Samotność, to taka straszna trwoga. Przytul mnie, dawno nikt mnie nie przytulał. Jestem jakby idealnie wpasowana w kształt Twoich ranion. Nie. Jesteśmy tacy różni. Z całego tego teatru uczuć przypada mi rola wiecznej przyjaciółki. Tak. To krew wyzwala we mnie takie uczucia. Dobrze, że nikt mnie nie kocha. Bo nikt nie będzie tęsknił, kiedy zadecyduję o wiecznej samotności.
Kiedy pośród miliona ludzi człowiek wciąż czuje się samotny - szuka miejsc, w których może nareszcie być sobą.
and what if...?
piątek, 28 października 2011
środa, 19 października 2011
zawsze wybierasz przeciwną stronę?
Idę ciemną aleją wspomnień. Ludzie nie myślą, gdy mogą stracić ukochaną osobę. Potykam się. Upadam. Gdy podnoszę oczy do góry widzę jego zmartwioną twarz. Podbiegł, aby zobaczyć czy nic mi nie jest. To takie upokarzające. Wiem, że boli go teraz, bo nie może biegać. Co ja robię? Patrzę na swoje ręce, żadnego zadrapania na dłoniach. Uśmiecha się. Widzę ciemne chmury, wiem że będzie padał deszcz. Deszcz wspomnień. Cały mój świat obejmują czarne mary, nocne koszmary czy sny na jawie. Zapadam się pod ziemię. Chcę zniknąć. Znikam często, nawet bardzo. Uciekam szybko z jego życia, czekając kiedy wyciągnie do mnie rękę i powie : wróć. Jak bardzo bym tego chciała. Moja podświadomość zabija każdą komórkę w moim umyśle, która wierzyłaby, że komukolwiek na mnie zależy. Zasypiam. Śnię o tym, że leży przy mnie, moja głowa spoczywa na jego ramieniu. Opowiada mi historię, coś o żaglach. Wiem, że nie pamiętam o czym mówił. Słuchałam wtedy swojego serca, gdy przyspieszyło w szaleńczym pędzie. Modliłam się, by nie poczuł mojego tętna. Cicho westchnęłam gdy przytulił mnie mocniej do siebie. Przechylił głowę, aby stykała się z moją. Mruczy. Pytam się czy idziemy spać. Wtulam się w jego szyję, całuję. Dobranoc. Tak - kolejne wspomnienie, może trochę zabarwione, ale właśnie to wtedy czułam - to chciałam czuć. Bo przecież nie leżeliśmy w łóżku, tylko pod gołym niebem. Bo przecież nie mogłam go objąć szczelnie, bo spaliśmy w śpiworach. Ale to co czułam nigdy się nie zmieni. Budzę się. Otrząsam ze wspomnień. Chyba pora zapomnieć. Znowu odwracam się, uciekam. Staram się wybiec z tej alei, zatracić się w codzienności. Tak trudno wyciąć sobie część siebie, bo wtedy nie ma się do czego wracać. Z mojego serca wyziera czarna dziura. Błagam, niech samobójstwo nie okarze się jedyną ucieczką.
niedziela, 16 października 2011
nie udawaj nikogo
Życie każdej osoby biegnie własnym traktem. Codzienność przewija się jak klatki filmu, których nie chcemy oglądać. Czasem bieg wydarzeń zwalnia, plącze się i zawiązuje. Jednak potem zaczyna szaleńczo gnać na łeb, na szyję. Umieram. Moje życie jest jak zapomniana, a jednak ukochana książka. Wiemy, że jest - istnieje w ciszy na półce, jednak nie sięgamy po nią zbyt często - znamy ją na pamięć. Potrafimy wyrecytować jej kawałki z pamięci - tak bardzo chcemy, by istniała w naszych umysłach. Tak, znam go na pamięć. Umiejętność czytania książek zanika wraz z rozwojem komputerów, telefonów - era Internetu. Zwalniam. Kocham powracać. Powroty są ckliwe i bardzo emocjonalne. Czytam. W każdej powieści mam swój ukochany moment, gdzie czytam każdą linijkę tysiąc razy wolniej, przeżywam je tak jak wyimaginowani bohaterzy w mojej głowie. Często śnię. Zazwyczaj widzę w swoich snach osoby, których mi najbardziej brakuje w danej chwili. Przewija się tam rodzina, przyjaciele, koledzy - nieznajomi. Zamykam oczy. Tak - widzę go przed nimi, widzę jego wyraz twarzy kiedy na mnie patrzy. Czuję jego dotyk. Odwracam się, uciekam. To takie nierealne. W prawdziwym życiu nigdy by to nie zaistniało. Kocha mnie. Nie! Nie kocha. Jesteśmy do siebie bardzo przywiązani, wręcz jedno bez drugiego nie może istnieć. Tylko szkoda, że w tą naszą harmonię zawsze wplątana jest jakaś ONA. Wiem, że to przejściowy okres, że zaraz TO się skończy. Zawsze się kończy. A rozpoczyna krwią. Moją krwią, gdy postanawiam sobie, że do niego nie napiszę, nie zadzwonię, nie odezwę się. To coś jak taka uroczysta obietnica zakrapiana nieczystą hemoglobiną. Zatruwam się od nowa dymem nikotynowym, zatapiam swoja wątrobę winem. Mieszam z nim świarzą krew. Płaczę. Niezbyt często, a jednak. Udaję sliną, śmieję się w głos, jestem w centrum. Nie przyznam się. To jak wyznanie najgorszej zdrady, jak umieranie. Moja psychika wysiada, mówi zatrzymaj się. STOP! To ja. Poznaj mnie. Ucieknij, bo czuję, że Cie przerażam. Żegnaj, piękny koszmarze.
Subskrybuj:
Posty (Atom)