and what if...?

and what if...?

niedziela, 25 marca 2012

some things don't change

Gubię się. Znowu. Po raz kolejny zadaję sobie psychiczny ból. Umieram. Plącze mi się wszystko i mimo, że staram się trzymać swoje życie w garści wymyka mi się cześć wspomnień, które szybko zawładają moimi myślami.  Chwilami mam wrażenie, że to już koniec. Że nie panuję nad swoim życiem, mój świat, który tak starannie budowałam rozpada się na małe kawałeczki. Staram się nie przywiązywać do ludzi. Tylko to moje serce oddaje każdemu kawałek siebie, a kiedy odchodzą cześć mnie zostaje z nimi. Ludzie zawsze odchodzą, zawsze. Tylko ja nie mogę w to uwierzyć. Każde wspomnienie, które dzielę z daną osobą... Nie potrafię go ot tak zapomnieć. Dziwi mnie to, że oni zapominają. Ja nie potrafię, każde jest dla mnie bardzo cenne. Ja żyję wspomnieniami, czy to źle? Tyle ludzi już odeszło. Moja wina? To tak jakbym była nie wystarczająco dobra. Co robię źle? To nie takie proste. Czasami myślę, że może łzy wyczyszczą moją obolałą duszę, ale nie. To trudniejsze. Bo ja nie potrafię nikogo zastąpić. Jak byłeś to już na zawsze, nie ważne, że odszedłeś. Nie zapomnę o Tobie, bo obiecałam. Staram się dotrzymywać obietnic, może nie wszystkich, ale staram się. Rany już nie cieszą jak wcześniej. Ból zawładnął moim światem, ale śmieję się z tego. Jestem bezradna wobec przeznaczenia, czas się z tym pogodzić. Są przy mnie inni, co nie znaczy że kiedy widzę szczęście w Twoich oczach nie mam ochoty złapać skalpela w rozpaczy, że to nie ja sprawiam, że się śmiejesz. Zapomniałeś o mnie już dawno temu. Tylko twoja chora podśwaidomość każe Ci do mnie zadzwonić, krzyknąć że mnie kochasz, a potem zapomnieć o mnie znowu. A ja znowu Ci wybaczę, nie ważne ile razy zapomnisz, ile razy odejdziesz. Staram się z tym walczyć, kłócę się ze sobą. Widzisz? Wcale nie chciałam teraz o Tobie pisać. Ale każdy ból, który zamiast na ręce, przelewam tutaj choć po części związany jest z Tobą. Bo zobaczyłam, że się z kimś spotykasz ot tak sobie właśnie, tak jak nigdy ze mną. Bo przekonuję się, że zapomniałeś... Tak. Chcę to wyrzucić, zrobię to. Skończę z tym, albo ze sobą. Nie mam wyjścia, sama to widzę. Ale boję się śmierci, tak cholernie się boję, że kiedyś zobaczysz, zobaczysz jak bardzo brakuje Ci mnie. Mnie już nie będzie, nie z Tobą. Nie zapomnę o ludziach, których nie ma przy mnie. Ale nie będę ich na siłę trzymać. Mam wokól siebie wielu nowych znajomych. Może stanie się tak, że kiedyś spokojnie będę potrafiła pomyśleć o tych, których gwiazdy dawno już zgasły. Jestem sama, może całe życie będę. Ale nie pozwolę, aby moje życie wypełnione było bólem. Jestem sobą, zawsze. Nie zmienię się dla nikogo. Oświetlana światłem Księżyca wpadającego przez moje okno zetrę te łzy, które raz po raz skapują mi z koniuszka nosa. Niektóre rzeczy nigdy się nie zmienią. Tak ja co noc będę siedziała przy biurku przed oknem i czekała. I już żadne 'proszę wróć' nie będzie miało znaczenia. Nie będzie miał kto wrócić.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz