and what if...?

and what if...?

wtorek, 24 kwietnia 2012

and going away means forgetting

Ostatnie dni zlewają się w jedność. Upływają godziny, a ja nie czuję uciekającego czasu. Uciekają mi ważne szczegóły, a ja nie potrafię dostrzec w tym prawdy. Uszystko ostatnio wyczuwam jako fałsz. Jakby każda znana mi osoba bawiła się moją naiwnością. Czuję jakbym była marionetką, była ofiarą jakiegoś głupiego żartu, któremu się poddałam. Nie potrafię dopuścić do siebie myśli, że skierowane w moją stronę działania nie są czyimś głupim pomysłem. Nie wiem czemu, nie potrafię o tym myśleć pozytywnie. Każde słowo, które usłyszę, każdy czyn. Staram się połączyć w jedno wielkie kłamstwo. Myślę, że przyzwyczaiłam się do takiego traktowania mnie, dlatego przyjmowanie do wiadomoci, że ktoś to robi prosto z serca dla mnie jest bardzo trudne. Zawsze musiałam być tą osoba, która się stara. Myślałam, że komuś na mnie zalezy, tylu fałszywych przyjaciół.. Tak bardzo chciałam mieć przyjaciela, tak bardzo się starałam. Szkoda, że nikt nie znalazł we mnie swojej przyaciółki. Spędzając nieprzespane godziny zastanawiałam się co jest ze mną nie tak. Te myśli zawsze mnie przytłaczały, czasem mocniej, czasem lżej. Wypłakując łzy zastanawiałam się w czym jestem gorsza? Starałam się znaleźć błąd, który można było naprawić. Coś czego może nie dostrzegałam, ale nie potrafiłam znaleźć czegokolwiek co mogłabym w sobie zmienić. Dla przyaciela nie powinniśmy się zmieniac, prawda? Usilnie czakałam, aż przyjdzie czas, w którym spotkam kogoś, kto pokocha mnie taką jaką jestem. Ostatnie prawie dwa tygodnie upłynęły pod wielkim znakiem zapytania wyznacznika mojego szczęścia. Przeliczyłam się chyba, jak zawsze z resztą. Myslałam, że sobie wszystko poukładam. A to już trzy tygodnie ciszy. Ciszy, którą przerwę niebawem. Zakończę w taki sposób, aby nigdy o mnie nie zapomniał. Ale tutaj, tu na miejscu dzieje się coś czego nie potrafię zrozumieć. Tylu rzeczy nie potrafię przeanalizować. Zawsze sobie mówię, że czegokolwiek nie zrobię zawsze będzie mnie bolało. Bo ja nie zranię drugiej osoby. Nie potrafię. Nie na poważnie. Obkręcam wszystko tak, aby ból przeszedł na mnie. Masochizm? Tak. Ale przynajmniej mam czyste sumienie.   

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz