Obudziłam się na nowo, nowa ja w
nowym świecie nowego bólu i strachu. Mam teraz nowe priorytety i ciągle myślę.
Nad przyszłością, która nie ma racji bytu. Nad przyszłością, której się boję i
której nie będzie. Nie może być. Szczęście, które mnie wypełnia jest
nieograniczone, ale jednak się kończy. Bo się
boję, drżę ze strachu o pewną osobę, która zajęła puste miejsce w moim sercu.
Od czasów JEGO zakochałam się po raz
drugi i znowu bez wzajemności. Taki chyba jest mój los. Walczę. Walczę z
myślami samobójczymi i przegrałam tę walkę na wstępie. Nie mogę równać się ze
śmiercią. Płaczę, ale nie mogę. Nie mogę jej powstrzymać, chociaż tak bardzo
się staram. Pierwszy raz zrobiłam to i czuję, że kogoś zawiodłam. Nie tylko
siebie. Zraniłam druga osobę, chociaż wcale nie chciałam. Czuję się źle i czuję
się winna. Chciałabym tam być, pomóc, powstrzymać. Przytulić, wytrzeć łzy. Bo
jest dla mnie ważna. Ważna tak cholernie, że przychyliłabym jej nieba, żeby
poczuła się lepiej. Żeby wiedziała, ze nie jest sama. Naprawiła mnie, uwierzyłam,
że jestem coś warta. Ale nadal nie mogę jej pomóc. Krzątam się w swoich
myślach, przeszukuję wspomnienia, aby znaleźć drogę. Drogę do niej, drogę do
jej serca. Wiem, ze nie mogę, wiem, że ona tego nie chce. Jestem niczym, wiem.
Los jest dla mnie taki niesprawiedliwy. Zalazłam swoje prywatne słońce. Uzależniła
mnie, to głupie – wiem. Wydaje mi się, że jestem tego wszystkiego świadoma. Ale
chyba jestem tylko zagubiona. Marzę o spacerze w deszczu, marzę o paczce fajek
wypalonych razem z nią gdzieś na bezdrożach. Rozwidlenie dróg.. Tym jesteśmy.
Spotkałyśmy się na skrzyżowaniu i musimy wybrać przeciwległe drogi. Nie ma
jednej, wspólnej. Nie ma i nigdy nie będzie. Serce rozpada mi się na kawałki.
Nocne rozmowy z nią… Są dla mnie lekarstwem na samotność i smutek. A ogarnia
mnie jeszcze większy, kiedy muszę się pożegnać. Czekam na jej dobranoc. Czekam
i się doczekuję, co wywołuję uśmiech na mojej beznadziejnej twarzy. Nigdy tego
nie czułam, nie sądziłam, że się doczekam. Ktoś widzi mnie w samych
superlatywach… to dla mnie niesamowita nowość. Mieszają mi się uczucia. To
takie frustrujące nie wiedzieć o czym myśleć. Chciałabym potrafić ją wspierać.
Ale tak naprawdę jestem w tym beznadziejna. Jestem słabą podporą, tak szybko
się łamię. Potrafię policzyć na palcach jednej ręki, kto powiedział mi, ze
jestem ważna. To prosta matematyka. Jest jedna taka osoba. Właśnie ona. I nie
wiem co mam ze sobą zrobić w jej krytycznych momentach. Bo mam ochotę krzyczeć
i płakać. Że mnie tam nie ma, że nie mogę złapać ją za ręce. Że rani siebie. W
tych momentach nie myślę o sobie ani przez sekundę. Absorbuje moje myśli. Jej
krew, jej cierpienie. Chciałabym przejąć cały jej ból na siebie. Bo jest taka
dobra, niesamowita. Nie zasługuje na to, jak bardzo zraniło ją życie.
Sponiewierana, tak chyba to jest dobre określenie, została sponiewierana przez
ważną dla niej osobę. To jest dla mnie nie pojęte. Przestała w siebie wierzyć.
Chciałabym to zmienić. Całe moje życie jest jednym wielkim marzeniem. Bo ona
nie jest dla mnie toksyczna. Ona po prostu jest. Chciałabym, żeby była. Mam łzy
w oczach kiedy pomyślę jak bardzo nierealnie są
to marzenia. Tylko marzenia… Chce z nią jak najdłużej rozmawiać, bo chcę
zmniejszyć czas naszego wirtualnego rozstania. Tak, wirtualnego… Bo nie mogę
jej dotknąć. Wyciągam ręce i napotykam ekran monitora. Piszę, że przytulam, a
tak naprawdę wtulam się w poduszkę i myślę, o tym jak bardzo chciałabym, żeby
to była ona. Boję się obudzić w świecie, w którym jej nie będzie. Boję się!
„Jeśli to nie jest wyznanie
miłości, to nie wiem jak takowe miałoby wyglądać”.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz